Każde marzenie jest uczciwe. Samo słowo marzenie jest uczciwe. Nieuczciwe mogą być myśli, pragnienia, dążenia, lecz marzenie pozostaje czyste, nawet wtedy, kiedy inni wdepczą ci je w błoto.
Nur für Verrückte - tylko dla szaleńców
"Wilk stepowy" - H. Hesse
10.03.2012
by przekonać się, że
wiesz Nieobecna
ja
musiałem odejść
musiałem odejść
po to
by przekonać się że byłaś
najmądrzejsza
najpiękniejsza
najpotrzebniejsza
wybacz
ale gdybym nie odszedł
nigdy bym tego nie wiedział
ja
musiałem odejść
musiałem odejść
po to
by przekonać się że byłaś
najmądrzejsza
najpiękniejsza
najpotrzebniejsza
wybacz
ale gdybym nie odszedł
nigdy bym tego nie wiedział
21.02.2012
name her hope
mój kochanek wcale nie jest piękny
i charakter ma raczej trudny
ale kto mi umaluje niebo
w ciemny fiolet popołudnia
gdy pozwolę mu odejść i nie wrócić
mój kochanek ma gorące usta
i rząd ostrych zębów kiedy śmiechem
odpowiada na wyzwanie światu
mój kochanek ma usta które wschodzą
półksiężycem nad każdą z moich nocy
mój kochanek nie jest czuły jego oczy
w prostokącie ulicy tańczą
zażega w dziewczętach płomień
uczepionam u jego cienia
trzymam miłość moją za włosy
w jego cieniu wątłe źdźbło trawy
w kwietniową jabłoń rozwita
H.Poświatowska ciągle o mnie pisze.
i charakter ma raczej trudny
ale kto mi umaluje niebo
w ciemny fiolet popołudnia
gdy pozwolę mu odejść i nie wrócić
mój kochanek ma gorące usta
i rząd ostrych zębów kiedy śmiechem
odpowiada na wyzwanie światu
mój kochanek ma usta które wschodzą
półksiężycem nad każdą z moich nocy
mój kochanek nie jest czuły jego oczy
w prostokącie ulicy tańczą
zażega w dziewczętach płomień
uczepionam u jego cienia
trzymam miłość moją za włosy
w jego cieniu wątłe źdźbło trawy
w kwietniową jabłoń rozwita
H.Poświatowska ciągle o mnie pisze.
07.02.2012
o sobie samej na stronie 171
"Był w niej stały, ogromny konflikt:
równocześnie pragnęła domu
i absolutnej wolności,
chciała być dumną, że jest inna,
że może robić co jej się podoba,
i cierpiała z powodu osamotnienia
i prozaicznej potrzeby,
żeby miał ktoś podać jej szkalnkę herbaty (...)
Dno.
Wiecznie trzeba uciekać."
równocześnie pragnęła domu
i absolutnej wolności,
chciała być dumną, że jest inna,
że może robić co jej się podoba,
i cierpiała z powodu osamotnienia
i prozaicznej potrzeby,
żeby miał ktoś podać jej szkalnkę herbaty (...)
Dno.
Wiecznie trzeba uciekać."
17.01.2012
Blue Monday
Ten jeden jedyny raz nie prześladowało mnie poczucie winy, ten jeden jedyny raz nie ono decydowało, ten jeden jedyny raz kochałam naprawdę i było tak, że tylko po to chciałam żyć, i tak, że tylko przez to chciałam umrzeć. Popsuliśmy to oboje.
01.12.2011
jak przestać krzyczeć
Czasami nienawidzę w sobie jednej rzeczy - że kiedy krzyczę, a krzyczę jak opętana, to krzyczę w pustkę. Nienawidzę tego, że nie ma nikogo, kto by usłyszał mój krzyk i nie ma nikogo, kto pomógłby mi się nauczyć, jak przestać krzyczeć.
16.11.2011
Wiesz.
Problemem takich osób jak my jest to, że kiedy się spotkają (na przekór, mimo wszystkich niemożliwości i przeszkód), to w zasadzie natychmiast uświadamiają sobie bardzo bolesne prawdy o sobie samych. Taki klaps od życia, terapia szokowa, kop w dupę. Patrzymy na siebie nawzajem i widzimy swoje własne, prawdziwe twarze. Ze wszystkimi słabościami, lękami, wadami. Ty patrzysz na mnie - widzisz swoje nieakceptowalne skazy. Ja patrzę na Ciebie i widzę siebie - taką, jakiej nienawidzę najbardziej. Niby nie znamy się wcale, przecież nie mieliśmy siebie nawet w planach, jesteśmy sobie obcy, krzyczymy na siebie, oskarżamy o obecność w naszym życiu, wyganiamy się, przeklinamy chwilę, w której się poznaliśmy, odcinamy się na wszystkich możliwych płaszczyznach, chociaż tak naprawdę znamy się na wylot i wciąż w sobie jesteśmy. Co za ironia. Nikt nie zna nas lepiej. Jesteś mną, a ja Tobą. Wiesz, co powiedzieć, co zrobić, żebym umarła. Ja wiem co powiedzieć, żebyś umarł Ty. Jesteśmy okrutni. Wrzeszczymy o kłamstwie, wszystko na nim podpieramy, chociaż to akurat prawda o nas samych jest sprawcą tej całej pomyłki. Spójrz, jakie to dziwne, doskonale wiemy, co nas najdotkliwiej upokorzy, choć jednocześnie wiemy, co nas najbardziej oczaruje, wzruszy, wiemy czego pragniemy, o czym marzymy, czego potrzebujemy, do czego tęsknimy. Więc dlaczego nie potrafimy wyciągnąć z tego esencji, faktycznego sensu przekazu? Dlaczego nie umiemy wykorzystać tego w dobrych intencjach, żeby zrobić z tego czegoś naprawdę pięknego? Co za ułomność... W złości, złośliwości i urażonej pysze zaprzepaszczamy dar, który mógłby zdziałać wiele cudów. Podcieramy sobie nim tyłki. Miałeś rację - nie szarpiesz mnie, robię to ja sama. Podobnie jak Ty nie ranisz mnie - tylko siebie samego. Trafiasz celnie w sam środek siebie. Od maleńkości byłam złośnicą, co najbardziej wyniszczało tylko mnie samą. Czemu tak mam? Nie wiem. Natomiast wiem, że już tak nie chcę. Przez długi czas byłam przekonana, że jesteś złym człowiekiem. Ale to nie prawda. Jesteś najcudowniejszym, najmądrzejszym i najwrażliwszym mężczyzną, jakiego poznałam. A największym pechem w tej sytuacji jest jedynie fakt, że jesteś moim zwierciadłem. Nikt nigdy mnie tak nie dotknął, ani nienawiścią, ani pogardą, ani miłością. Nastała noc, podczas której wiele rzeczy zrobiło się oczywistych, prostych. Chciałabym się obudzić. Boję się. Boję się, że umrę. W Tobie.
dziewczyna włóczykija
Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że czas ruszać w drogę. Taki wymarsz jest zawsze nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, (...) w biegu zarzuca plecak, i wreszcie jest już na drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść. (...)
Włóczykij szedł coraz szybciej, prosto w stronę lasu. Wtedy w ostatnim domu ktoś uchylił drzwi i bardzo stary głos zawołał:
- Dokąd idziesz?
- Nie wiem - odpowiedział Włóczykij.
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy.
Kocham tego skurwysyna całą sobą.
Włóczykij szedł coraz szybciej, prosto w stronę lasu. Wtedy w ostatnim domu ktoś uchylił drzwi i bardzo stary głos zawołał:
- Dokąd idziesz?
- Nie wiem - odpowiedział Włóczykij.
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy.
Kocham tego skurwysyna całą sobą.
nigdy nic
Co mam Ci powiedzieć? Nigdy nic dla nikogo nie znaczyłam, nie czuję się dobrze, jako sens czyjegoś życia. Nie chcę go niszczyć.
12.11.2011
już starczy...
Czasami chciałabym, żebyś umarł za mnie. Wydaje mi się to sprawiedliwe. Wszystko się we mnie kończy. Bolesne jest tracić to, w co się wierzyło.
08.11.2011
07.11.2011
chyba właśnie tak.
Może miłość polega również na tym,
aby pozwolić komuś odejść,
aby wiedzieć,
kiedy należy się pożegnać.
Nie pozwolić,
aby nasze uczucia stanęły na drodze temu,
co koniec końców przypuszczalnie będzie najlepsze dla tych,
których kochamy.
aby pozwolić komuś odejść,
aby wiedzieć,
kiedy należy się pożegnać.
Nie pozwolić,
aby nasze uczucia stanęły na drodze temu,
co koniec końców przypuszczalnie będzie najlepsze dla tych,
których kochamy.
06.11.2011
słyszysz?
W końcu znajdujesz osobę, z którą możesz wszystko. Z którą uwielbiasz wszystko, począwszy od robienia kanapek poprzez rozmawianie, skończywszy na uprawianiu miłości. Osobę przy której nawet najbardziej prymitywna czynność jak spacer w deszczu potrafi być czymś niezwykłym, czymś niecodziennym. Każdy z nas czeka na osobę, dzięki której poranne wstawanie z łóżka będzie miało sens. Kiedy już ją znajdziemy, nie pozwólmy sobie jej odebrać. Szarpmy się z losem, walczymy z przeznaczeniem, ale nie pozwólmy pozbawić się szczęścia.
05.11.2011
chciałabym tylko...
Dojechałam do Warszawy, wytrącona z półsnu i z półrozmów ze sobą samą. Objawił mi się Dworzec Centralny, którego szczerze nienawidzę, którego się brzydzę, a który jednocześnie ogromnie mnie rozczula. Tam ostatni raz Cię widziałam, kiedy to jeszcze byłeś zupełnie zatracony, tak bardzo mój. Tam ostatni raz się żegnaliśmy, nie mając pojęcia, że robimy to na zawsze. Tam kompletnie nieświadomie byliśmy we trójkę. W tym miejscu ostatni raz czułam Cię tak bardzo, w środku, wypełniałeś mnie, byłeś taki pewny. Jeszcze się nie bałeś. Uwielbiam Cię, kiedy się nie boisz. Wtedy możesz wszystko.
Dworzec stygł, pociąg syczał, czas się kleił jak rany, wyskoczyłam z wagonu, pobiegłam do wyjścia. Nauczyłam się szybko uciekać, całkiem nieźle mi to wychodzi. Kiedyś się jeszcze za siebie oglądałam, teraz już tego nie robię.
Po kilku chwilach rzuciłam plecak na ławkę obok przystanku tramwajowego, pod wiaduktem w stronę Mokotowa. Lubię jeździć tramwajami po Warszawie. Są cholernie niewygodne, metalicznie głośne, ale mają w sobie jakby inny wymiar, coś absolutnie czarującego. Starałam się unikać dławiących myśli, więc zatopiłam się w muzykę, w poszukiwanie kremu do rąk, w planowanie dnia. Byłam zupełnie roztrzepana, chociaż jednocześnie dziwnie skupiona na tym, żeby żadna pieprzona molekuła myślowa nie wymknęła mi się spod kontroli. Głęboko oddychałam miastem, napawałam się nim, wszystko we mnie dudniło, żyłam. Trochę iluzjami, trochę radością z przebywania w tej ponurej rzeczywistości.
W pewnym momencie dosiadła się do mnie starsza Pani. Bardzo lubię starych ludzi, mają w sobie cudowny spokój, bije od nich niebywała mądrość. Ich smutne twarze są wyciosane tysiącami wydarzeń, widać w nich pokorę, pogodzenie z życiem. Jak byłam całkiem mała, zauważyłam, że starsi ludzie czerpią ogromne radości z drobiazgów. Zawsze staram się ich wyłapywać wzrokiem, uśmiechać się do nich i chłonąć tę ich niemożliwą cierpliwość. Lubię wywoływać w nich poczucie, że nie są niewidoczni. Ludzie zazwyczaj nie widzą staruszków, zawsze okropnie mnie to smuciło i denerwowało, więc staram się jak najczęściej uskuteczniać rytuał przywracania im widzialności.
Odruchowo zdjęłam muzykę z uszu. Starsza Pani spojrzała się na mnie, poczułam jak rozchodzi się we mnie znajome ciepło. Babcie prawie zawsze na dzień dobry mnie komplementują: "ach te złote loki", "ach te ciemne oczy", "ach ta porcelanowa skóra", z czego płynnie przechodzą do wspomnień. Często nie mogą wyjść ze zdziwienia, że słucham ich całą sobą. A ja nie mogę się nadziwić, że potrafię klecić odpowiedzi bez wplatania wulgaryzmów.
Zanim jednak zdążyłam przewidzieć tok międzypokoleniowej wymiany zdań, starsza Pani cicho i łagodnie powiedziała: "od pięćdziesięciu lat jestem zakochana w tym samym mężczyźnie." Niesamowicie mnie to wzruszyło. Niebardzo wiedziałam co odpowiedzieć, a ona wtedy dodała:
"chciałabym tylko, żeby on o tym wiedział...".
Dworzec stygł, pociąg syczał, czas się kleił jak rany, wyskoczyłam z wagonu, pobiegłam do wyjścia. Nauczyłam się szybko uciekać, całkiem nieźle mi to wychodzi. Kiedyś się jeszcze za siebie oglądałam, teraz już tego nie robię.
Po kilku chwilach rzuciłam plecak na ławkę obok przystanku tramwajowego, pod wiaduktem w stronę Mokotowa. Lubię jeździć tramwajami po Warszawie. Są cholernie niewygodne, metalicznie głośne, ale mają w sobie jakby inny wymiar, coś absolutnie czarującego. Starałam się unikać dławiących myśli, więc zatopiłam się w muzykę, w poszukiwanie kremu do rąk, w planowanie dnia. Byłam zupełnie roztrzepana, chociaż jednocześnie dziwnie skupiona na tym, żeby żadna pieprzona molekuła myślowa nie wymknęła mi się spod kontroli. Głęboko oddychałam miastem, napawałam się nim, wszystko we mnie dudniło, żyłam. Trochę iluzjami, trochę radością z przebywania w tej ponurej rzeczywistości.
W pewnym momencie dosiadła się do mnie starsza Pani. Bardzo lubię starych ludzi, mają w sobie cudowny spokój, bije od nich niebywała mądrość. Ich smutne twarze są wyciosane tysiącami wydarzeń, widać w nich pokorę, pogodzenie z życiem. Jak byłam całkiem mała, zauważyłam, że starsi ludzie czerpią ogromne radości z drobiazgów. Zawsze staram się ich wyłapywać wzrokiem, uśmiechać się do nich i chłonąć tę ich niemożliwą cierpliwość. Lubię wywoływać w nich poczucie, że nie są niewidoczni. Ludzie zazwyczaj nie widzą staruszków, zawsze okropnie mnie to smuciło i denerwowało, więc staram się jak najczęściej uskuteczniać rytuał przywracania im widzialności.
Odruchowo zdjęłam muzykę z uszu. Starsza Pani spojrzała się na mnie, poczułam jak rozchodzi się we mnie znajome ciepło. Babcie prawie zawsze na dzień dobry mnie komplementują: "ach te złote loki", "ach te ciemne oczy", "ach ta porcelanowa skóra", z czego płynnie przechodzą do wspomnień. Często nie mogą wyjść ze zdziwienia, że słucham ich całą sobą. A ja nie mogę się nadziwić, że potrafię klecić odpowiedzi bez wplatania wulgaryzmów.
Zanim jednak zdążyłam przewidzieć tok międzypokoleniowej wymiany zdań, starsza Pani cicho i łagodnie powiedziała: "od pięćdziesięciu lat jestem zakochana w tym samym mężczyźnie." Niesamowicie mnie to wzruszyło. Niebardzo wiedziałam co odpowiedzieć, a ona wtedy dodała:
"chciałabym tylko, żeby on o tym wiedział...".
04.11.2011
so hard to be somebody
Wiesz, przeciwieństwem miłości wcale nie jest nienawiść, ani obojętność, tylko... pożądanie. W nim zawiera się wszystko to, czym miłość nigdy być nie powinna: chęć dominacji, zniewolenia, oczekiwania. Taka wyrachowana, przekalkulowana forma posiadania na wyłączność. A przecież miłość jest nieuchwytna, im bardziej chcemy ją zagarnąć dla siebie, tym bardziej ona niknie w sobie, wytraca się, wymyka się z rąk. Ona umiera od przycinania jej pod szablony, wciskania w ramy.
To dokładnie to, przed czym uciekam ja. Przed chciwością i uwarunkowaniem. Zagarnianie i ugniatanie na siłę pod swoje wizje mnie przeraża, bo w moich oczach miłość jest najprawdziwszą wolnością, jaka tylko istnieje. Zmienia ludzi, uwrażliwia, rozwija, chociaż często zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. To się dzieje naturalnie i nie jest ani mitem, ani legendą.
Ostatnio usłyszałam, że jedyną rzecz, jaką mężczyzna powinien zmienić w kobiecie, to nazwisko. Aż się w duchu zaśmiałam...
Miłość dla mnie zawsze była magią, niebywałą siłą ze środka, w którą trzeba wierzyć, której nie wolno się bać i najważniejsze... nigdy, przenigdy nie wolno wypuścić z siebie. Nawet jeżeli jest nieporadna, pogubiona, a trwanie u jej boku rozdziera nas na strzępy i wywołuje ból nie do opisania. Nie można się od niej odwracać, zwłaszcza, jeśli się jej złożyło obietnicę. Łamanie obietnic upokarza. Myślę, że to kwestia odpowiedzialności i lojalności względem swoich własnych uczuć i emocji. Bo widzisz, można oszukiwać wszystkich dookoła, ale jeśli kochasz, to siebie samego nie oszukasz. Tego nie trzeba rozumieć. Tak po prostu jest. To jest prawda absolutna.
To dokładnie to, przed czym uciekam ja. Przed chciwością i uwarunkowaniem. Zagarnianie i ugniatanie na siłę pod swoje wizje mnie przeraża, bo w moich oczach miłość jest najprawdziwszą wolnością, jaka tylko istnieje. Zmienia ludzi, uwrażliwia, rozwija, chociaż często zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. To się dzieje naturalnie i nie jest ani mitem, ani legendą.
Ostatnio usłyszałam, że jedyną rzecz, jaką mężczyzna powinien zmienić w kobiecie, to nazwisko. Aż się w duchu zaśmiałam...
Miłość dla mnie zawsze była magią, niebywałą siłą ze środka, w którą trzeba wierzyć, której nie wolno się bać i najważniejsze... nigdy, przenigdy nie wolno wypuścić z siebie. Nawet jeżeli jest nieporadna, pogubiona, a trwanie u jej boku rozdziera nas na strzępy i wywołuje ból nie do opisania. Nie można się od niej odwracać, zwłaszcza, jeśli się jej złożyło obietnicę. Łamanie obietnic upokarza. Myślę, że to kwestia odpowiedzialności i lojalności względem swoich własnych uczuć i emocji. Bo widzisz, można oszukiwać wszystkich dookoła, ale jeśli kochasz, to siebie samego nie oszukasz. Tego nie trzeba rozumieć. Tak po prostu jest. To jest prawda absolutna.
03.11.2011
odchodzi
Są takie noce, przyjacielu, kiedy świat się kończy. Świat odchodzi i zostawia nas z rozszerzonymi źrenicami i bezbronnie opuszczonymi rękoma.
nie łudźmy się
Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.
życie mi się rozmywa
Myślimy, że ludzie na zawsze znikają z naszego życia. Ale pewnego dnia budzimy się z przeświadczeniem, że wcale nic nie minęło. Nie można całkowicie uwolnić się od osób, które kiedyś dla nas wiele znaczyły.
Powoli życie mi się rozmywa.
Powoli życie mi się rozmywa.
30.10.2011
celnie trafiony
Jeżeli coś dotyka Cię, znaczy: dotyczy Cię. Jeżeliby nie dotyczyło Cię - nie dotykałoby Cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze.
29.10.2011
i będę biec.
Ja zawsze byłam jakby obok.
Zanotuj, że byłam, jestem, będę.
Ja zawsze biegłam jakby pod prąd.
Zanotuj, że biegłam, biegnę i będę biec.
Zanotuj, że byłam, jestem, będę.
Ja zawsze biegłam jakby pod prąd.
Zanotuj, że biegłam, biegnę i będę biec.
28.10.2011
i więcej nie będzie
"(...) 1949, lato, jesień. To była wielka miłość, on dojeżdżał do Łodzi, ja do Warszawy. Mieliśmy się pobrać, koniecznie w tajemniczej ucieczce z domu, choć nikt by nam nie zakazywał, ale mnie się to wydawało bardziej romantyczne. Pobieramy się tylko ze sobą, ze świadkami przypadkowymi. Po czterech miesiącach zginął w katastrofie motocyklowej. Pozostałam w długiej żałobie. Uważałam, że legenda prawdziwej miłości się zrealizowała i więcej nie będzie. Natomiast zaczęłam przyglądać się życiu."
nie czekasz
Dziwnie tak.
Kiedy na nikim Ci nie zależy.
Nie czekasz na żadną wiadomość.
Nie myślisz o nikim przed snem.
Nie czujesz strachu, ze ktoś zniknie.
Dziwnie. Bezpiecznie.
Pusto.
Kiedy na nikim Ci nie zależy.
Nie czekasz na żadną wiadomość.
Nie myślisz o nikim przed snem.
Nie czujesz strachu, ze ktoś zniknie.
Dziwnie. Bezpiecznie.
Pusto.
19.10.2011
5:25
Poskromienie złośnicy? Noł fakin łej, Bejbi. Przekaz podprogowy w 5:25 ze specjalną dedykacją, skoro i tak tu węszysz...
Aerosmith - Cryin' von ikalanikita
Aerosmith - Cryin' von ikalanikita
08.10.2011
Po drugiej stronie lustra.
Kiedy jesteś w nim zakochana, to istnieją tylko dwa światy: pierwszy to ten, w którym on jest, a drugi, to ten, w którym go nie ma. I tego drugiego nienawidzisz z całego serca, nawet jeśli jesteś nim sama. To jak życie po dwóch stronach lustra. Po Twojej stronie kochasz tak bardzo, że każda komórka Twojego ciała ufa, drży, migocze szczęściem. Mieni się w Tobie euforia i spełnienie. Granice moralności nie istnieją, wszystko jest usprawiedliwione, dobre, bezpieczne, magiczne, chociaż tak naprawdę jest złem w czystej postaci. A Ty się nim zajadasz, upatrując w tym największego szczęścia, szansy na wieczne ukojenie, najprawdziwszą, zupełnie wyjątkową miłość. Po drugiej stronie lustra jest ciemność, niepewność, nicość. Taka pustka, nie do wypełnienia. Na samą myśl o drugiej stronie, paraliżuje Cię strach. Nie wolno tam zaglądać, nie wolno wiedzieć, trzeba milczeć. Odwracasz głowę i mimo, że czujesz, jak wierci Cię chora ciekawość, zazdrość i niepewność - uśmiechasz się i całujesz jego wewnętrzną stronę dłoni. Nikt tego wcześniej nie robił, wiesz to doskonale. On czasami zakłopotany zabiera ręce i im mocniej się szarpie, tym mocniej je przytrzymujesz. W końcu odpuszcza i pozwala Ci na to, zatapiając w Tobie wzrok. Hipnotyczny, szaleńczy, pełen oddania. Przychodzi jednak moment, w którym te dwa światy się zazębiają i w każdym zazębieniu ta wyśniona, absolutna pewność jest szarpana i wyrywa jej się fragmenty ciała, kawałeczek po kawałeczku. Takie rany cholernie bolą, drażnią, powolutku wykańczają. Można je zalepić rozmowami, słowami, zapewnieniami. Chociaż najlepszym plastrem na te wyrwy są jego łzy. Bo on płacze. Przychodzi, ucieka stamtąd w Ciebie, kładzie się obok, milczy, patrzy. Powoli zaczynają z samego środka jego duszy wypadać pojedyncze zdania. Nieporadne, ale bardzo mądre myśli, niemo krzyczące o ratunek. Oczy mu się szklą, a Tobie zaciska się gardło i robi Ci się gorąco. On się rozsypuje, a Ty rozpaczliwie zbierasz te strzępy i łzy i lepisz z tego cement, który na jakiś czas daje złudne poczucie stablizacji, ba, nawet wyjątkowości sytuacji. Podnieca Cię to i zarazem mocno męczy. Gdzieś w głębi siebie czujesz beznadziejność, a już poziom wyżej ogarnia Cię przeokrutna siła walki. W zasadzie nie wiadomo o co walczysz, co nadaje całej historii szlachetności i niebanalnego wydźwięku. Oddajesz się temu całym swoim jestestwem. Lubisz być w centrum tego uniesienia i abstrakcji, potrzebujesz tego jak powietrza. Jesteś wariatką?
Nie... ja po prostu kocham. A zakochani ludzie nie mają sumienia. Wiesz, chwilami zazdroszczę innym normalności. Tego nudnego szczęścia tylko z tego powodu, że są razem i mogą w ciszy pić wspólnie herbatę i oglądać wiadomości. Ja nigdy nikomu nie potrafiłam dać spokoju. Nawet sobie samej.
Nie... ja po prostu kocham. A zakochani ludzie nie mają sumienia. Wiesz, chwilami zazdroszczę innym normalności. Tego nudnego szczęścia tylko z tego powodu, że są razem i mogą w ciszy pić wspólnie herbatę i oglądać wiadomości. Ja nigdy nikomu nie potrafiłam dać spokoju. Nawet sobie samej.
29.09.2011
12.09.2011
a on płacze.
09.09.2011
Niemożliwości
"Myślę, że kiedy przychodziło Ci do głowy, że jesteśmy do siebie podobni, miałeś na myśli to, że oboje jesteśmy mitomanami, w których żyje wstydliwa tęsknota do czegoś prawdziwego i zwyczajnego, a zarazem paniczny przed tym lęk i przeświadczenie, że
wszystkie możliwości takiego życia są dla nas w gruncie rzeczy niemożliwościami."
wszystkie możliwości takiego życia są dla nas w gruncie rzeczy niemożliwościami."
Subskrybuj:
Posty (Atom)















































